Kategorie: Wszystkie | Codzienne | Haft krzyżykowy | Kuchnia | Na Drutach | Różności
RSS
wtorek, 26 lutego 2008

Jako że są dziś moje urodziny to tym razem ja robię prezenty czyli Pay It Forward :]

Zasady tej zabawy blogowej są takie:

1. Osoba biorąca udział musi mieć bloga.

2. Trzy osoby, które jako pierwsze zamieszczą komentarz pod tą notką, otrzymają upominek ręcznie przeze mnie wykonany :].

3. Upominek musi dotrzeć do adresata w ciągu 365 dni.

4. Osoby, które zwyciężą, muszą ogłosić tą zabawę również na swoim blogu.

5. Każda osoba może wziąść udział w takiej zabawie tylko 3 razy.

Ja dostanę "cosik" od edysi79 (haftowany.blox.pl) i będzie mi bardzo ale to bardzo miło obdarować kogoś obdarować również.

 

A po pracy mam szczwany plan - kieruję się do Empiku - cel : zrobić sobie prezent urodzinowy. 

poniedziałek, 25 lutego 2008

Po pierwsze: chcę przeprosić za poprzednią notkę... miałam parszywy nastrój i tak jakoś wyszło.

Po drugie: Luby zabrał mi aparat cyfrowy i nie mogę się pochwalić moimi postępami z kwiatową wróżką. Ale pozwolę sobie zamieścić zdjęcie (zaznaczam że nie moje - znalezione w albumie picassa Rity) efektu docelowego :]

wrozka

Mogę tylko opisowo dodać że wróżka ma już buzię, rączkę, korpus i kawałek czapeczki :] 

piątek, 22 lutego 2008

Jaki poniedziałek taki tydzień. Zaczęło się od intensywnej pracy - jest piątek po 16 a ja nadal w robocie. Pożegnaliśmy kolegę który odchodzi w lepsze miejsce. Szkoda, bo świetny facet, a na jego miejsce ma przyjść osoba z odgórnego nadania, o niezbyt dobrej reputacji. Na razie ja przejęłam jego obowiązki i ledwo nadążam. W domu odreagowuję stresy, dziubiąc ostro igłą. Tak mniej więcej wyglądał mój stół przez ten tydzień:

tydzien

Nie ma tu jeszcze zaczętej robótki z cyklu "Flower Fairies" DMC - zamarzyłam sobie kilka takich obrazków do przyszłej kuchni - jako pierwsza poszła na tapetę wróżka cykorii.  A propos ... igielnik też robiłam przy okazji wielkiego szycia u matulki.

Jejciu, muszę trochę zwolnić bo ani moje oczy ani mój budżet nie wytrzymają takiego nawału robótek (mam jeszcze dwie rzeczy w robocie na szydełku i trzy w decoupage'u) ale to jedyny sposób żeby odreagować atmosferę pracy zarobkowej, gdzie nie liczy się to co umiesz a to czyim jesteś człowiekiem.

Zła chodzę jak sto diabłów, bo chociaż dawno straciłam dziecięcą naiwność, że świat jest dobry i piękny to nadal nie jest mi łatwo się z tym pogodzić. Jednak dołek o którym pisałam poprzednio, wygrał tym razem z Martuchą. Tak sobie myślę: "och, gdybyż to była wiosna, gdybym mieszkała już w DOMU , z tym moim Jedynym Nieznośnym i z psem, to miałabym siłę pokonać i ten zły nastrój i wszystkie inne rzeczy. A tak - sama w "wielkim" mieście, znienawidzona zima nie chce się zdecydować - zostać czy odejść na dobre, budżet domowy dopinać się nie chce, tak jak i większość spodni z lepszych czasów."  

Rozpisałam się nie na temat, pożaliłam, gorycz wylałam, ale co mi tam. Taki urok jego wysokości Internetu, że ty mnie nie znasz ja nie znam ciebie. Można wszystko, a przynajmniej bardzo wiele. Ja w rzeczywistości wstydzę się ludzi, wstydzę się mówić to co myślę, bo to niegrzeczne. Dlatego tu puszczam wodze, ryzykując jedynie to że nikt mnie nie będzie czytał.  

Oj, niewesołe te moje zapiski ale idzie wiosna, więc razem z nią przyjdą i lepsze dni. Ja jestem tego pewna... 

poniedziałek, 18 lutego 2008

Najpierw będę się chwalić. Pojechałam do matulki, dopadłam moją maszynę do szycia i tak spożytkowałam moje ostatnie hafty:

mini

 

jeden

 

A to obiecana torba z kota - oczywiście w przenośni, proszę się nie obawiać, żadnego futrzaka nie zabiłam...

 

 

A dzisiaj mamy parszywy poniedziałek - za oknem odwilż, siedzę w pracy do 20, rano odpadła mi podeszwa od buta "oficerka", dostałam parę smutnych wiadomości, ogólnie czuję zbliżającego się dołka. Ale Martuchy tak łatwo się nie poddają :] Byle do wiosny...

czwartek, 14 lutego 2008

Na razie nie mam nowych prac na tamborku (no może poza kolejną miniaturką Permina nad którą wczoraj zasnęłam, ale pokażę ją jak skończę) więc sięgnęłam do rupieci i odnalazłam dwa obrazki które nigdy nie doczekały się oprawienia ani wykorzystania w inny sposób ...

 

zima

 Schemat z Haftów Polskich, dłubałam na raty przez ponad rok. To chyba powód tego, nie mogę patrzeć na ten obrazek i puszczę go w świat :)

A to moja pierwsza praca po dłuuugiej przerwie...

 

kamielia

Tutaj mała dygresja - pochodzę z rodziny gdzie zamiłowanie do robótek ręcznych jest swego rodzaju wyznaniem. Każda kobieta umie conajmniej robić na drutach/szydełku lub szyć i to tak naprawdę nieźle. Mnie wychowała głównie prababcia - krawcowa więc zamiłowanie do robótek mam wszczepione od małego. Pierwsze próby krzyżykowe podjęłam w wieku 6 lat, kiedy moja mama się tego uczyła od swojej koleżanki. Co parę lat mam tzw. "napał" i wtedy haftuję bardzo dużo, po czym mam przerwę na inną technikę. Nie chcę się chwalić tutaj ale chyba jedynym "nicianym" zajęciem, ktorego nie umiem i nie próbowałam jest frywolitka (ale wszystko przede mną). 

 

 

wtorek, 12 lutego 2008

Kosmetyczka prawie skończona, tylko suwaka nie wszyłam, bo kolor mi nie odpowiadał...

 

 

 

A tu detal - miniaturka Permina... (jeden wieczór i gotowe - lubię takie prace) 

 

 

A ten opasły kocur wyląduje na torebce, mam nadzieję że już w weekend... 

 

poniedziałek, 11 lutego 2008
Byłam na weekend w moim (teraz już wiem że ....) przyszłym domu. Może będę przeklinać swoje genialne pomysły ale Marsjanków to jedyne miejsce gdzie czuję się u siebie, bardziej niż w domu rodzinnym ... masło maślane mi wyszło ale nie jest  łatwo wyrażać takie uczucia, jakie mi się kłębią: żal, rozczarowanie, strach, urazę. Uczę się wychowywać sama siebie, jak na DDA przystało. I robię przerażające uczucia - głośna wesoła Martucha w ciągu pięciu lat stała się zimną rybą, wybuchającą od czasu do czasu histeryczną furią. Fajnie, co ?
 
 Więc byłam na weekend w Marsjankowie, wróciłam dziś rano, szczęśliwa, pełna planów i pomysłów na przyszłość. Nawet z uśmiechem na ustach (no prawie...) dałam się złapać kanarom w autobusie. Jak można się nie cieszyć, kiedy chłop robi ci z własnej inicjatywy kanapki do pracy ? 
 
Jeszcze dokładnie pięć i pół miesiąca, a operacja ślub leży i kwiczy ... jak mawiał mój nienajukochańszy tatko "Podchorąży zawsze zdąży ..."
 
A dla podkreślenia i mojego własnego uśmiechu pingwiny ...
 


 
wtorek, 05 lutego 2008

spać mi się chce, myśleć mi się nie chce, zdjęć z nowymi produkcjami zapomniałam. Jedyne co mogę to podsumować się tym rysunkiem, znalezionym na www.grafica.blox.pl

 

 Dziękujemy Panu, Panie Bagienny